Wczoraj złapała mnie wysoka temperatura i odwołałem wszystkie spotkania na dzień dzisiejszy. Jednak przyszłość piłkarskiego klubu Lechia Gdańsk warta jest ofiary. Zwlokłem się dosłownie z łóżka i w kiepskiej kondycji (nikt nie jest ze stali), pojechałem na wcześniej umówione spotkanie z panem Josefem Wernze, większościowym udziałowcem spółki Lechia Gdańsk. Spotkanie zaplanowane na godzinę 15.00, rozpoczęło się jednak 45 minut później, z obiektywnych przyczyn (korki w Niemczech, spóźnienie na samolot itd.) Chciałem już wyjść i pozostawić sprawę współpracownikom, ale… zostałem by jako rzecznik nie tylko Miasta Gdańska – sponsora ale i kibiców, powiedzieć wprost panu Wernze co biało-zielonej społeczności leży na sercu.
Mówiłem o potrzebie przejrzystości w mechanizmach decyzyjnych i finansach spółki. Że nie ma zgody na rządy z tylnego siedzenia. Jasno powiedziałem, że oczekujemy aby Adam Mandziara – przedstawiony prze Josefa Wernze – jako autora inwestycji w Lechię, wziął odpowiedzialność za spółkę.
Między innym poruszałem sprawę dopuszczenia wychowanków Lechii do gry w zespole i szkolenia młodych piłkarzy.

Po spotkaniu ze mną Josef Wernze pojechał na spotkanie z Pawłem Olechnowiczem, prezesem LOTOS. Wiem, że główny sponsor jest również zaniepokojony sytuacją wewnątrz spółki. Wiemy również, że sponsor może zawsze cofnąć wsparcie finansowe.

Nasuwa się naturalnie pytanie, czy moje czy prezesa Olechnowicza spotkanie z panem Wernze może wnieść coś pozytywnego?
Pamiętajmy, że obecny główny udziałowiec i inni inwestorzy, którzy są dla nas anonimowi, odkupili od Kuchara pakiet udziałów nie z powodu miłości do Lechii i Gdańska, ale jako inwestycję. Przypuszczam, że nie są szejkami naftowymi – mają ograniczone zasoby pieniędzy. Pewnie kiedyś będą chcieli odsprzedać z zyskiem pakiet (tak jak to zrobił Andrzej Kuchar).

Mam nadzieję, że tak pan Wernze jak i pan Mandziara odebrali od miasta i LOTOSu naszą opinię i oczekiwania, w sposób szczery do bólu. Przyjdzie poczekać na owoce. Ale zwlekając się dziś z łóżka na wiele więcej nie liczyłem.

Zapytacie mnie jeszcze czy większościowi udziałowcy są wiarygodni? Nie wiem, ale na dziś innych nie ma….
Mam nadzieję, że wkrótce zapracują sobie na nasze zaufanie.

Komentarze