Przedwczoraj byłem w Warszawie na konferencji prasowej – relacjonowałem dziennikarzom sytuację finansową w dobie kryzysu dwunastu największych miast Polski. Konferowałem z Jackiem Karnowskim na temat przygotowywanego przetargu na operatora gdańsko-sopockiej hali sportowo-widowiskowej. Ale myślami ciągle wracałem i wracam do zmarłego Profesora Kołakowskiego.

Czytam opublikowane teraz liczne wspomnienia i wywiady. Sięgnąłem do swojej prywatnej biblioteki. Wyciągnąłem z półki: „Cywilizacje na ławie oskarżonych”, „Bóg nam nic nie jest dłużny” oraz podziemne jeszcze wydania trzytomowego dzieła „Główne nurty marksizmu”. Tak dobrze pamiętam to wydanie! Na własnych plecach, w plecaku i w torbie, niosłem kilkanaście egzemplarzy tego dzieła wydanych przez gdańskie wydawnictwo „Alternatywy”, prowadzone przez odważnego i dobrze zorganizowanego  Piotra Kapczyńskiego. Ten „mały transport” Kołakowskiego odebrałem z Zielonego Trójkąta z mieszkania rodziców Tomasza Matulańca. I tak podenerwowany targałem te ciężkie tomiska szukając taksówki omijając, szczęśliwie, patrol MO. Po latach miałem osobistą sposobność w Gdańsku opowiedzieć Profesorowi Kołakowskiemu „o moim wkładzie” w popularyzację Jego dzieła.

Z nazwiskiem Kołakowski po raz pierwszy zetknąłem się dzięki mojej nauczycielce historii w I LO im. Mikołaja Kopernika. Pani Profesor Teresa Trzebiatowska-Data prowadziła nielegalną biblioteczkę z bibułą. Miałem szesnaście lat, trwał jeszcze „karnawał wolności”, do wprowadzenia stanu wojennego zostało jeszcze kilka miesięcy. Nasza Pani Profesor historii zgromadziła w klasowej szafie wydawnictwa wydawane poza cenzurą. Pewne grono „wtajemniczonych” uczniów miało do niej dostęp. Wśród książek głównie o tematyce historycznej znajdowały się także numery sławnej paryskiej „Kultury” i londyńskiego „Aneksu”. I właśnie z jednego z zeszytów „Kultury” bądź „Aneksu” przeczytałem artykuł autorstwa Kołakowskiego.

Trochę później, już w stanie wojennym, zacząłem interesować się ideologią marksistowską, ustrojem komunistycznym i totalitaryzmem. Profesor Kołakowski stał się wówczas dla mnie bardzo ważnym przewodnikiem moich intelektualnych poszukiwań.  Jego „Główne nurty marksizmu” ułatwiły mi nie tylko zrozumienie ideologii PRL, ale także poznanie ważnego fragmentu dziejów europejskiej myśli filozoficznej i społecznej.

Później przyszły inne lektury autorstwa Profesora. Pamiętam jakie wrażenie w 1986 roku zrobiła na mnie książka „Religia”, w której inaczej niż na lekcjach religii przedstawiona została idea Boga, religia, grzech… Inaczej przedstawiony był człowiek wątpiący w Boga i Jego poszukujący.

Jestem dłużnikiem wielu osób. Dług szczególny zaciągnąłem u Profesora Kołakowskiego. Towarzyszył mi przez tak długi czas (28 lat!) poprzez swoje książki, wywiady, artykuły. Pocieszam się Jego słowami wypowiedzianymi w wywiadzie Anny Bikont z Profesorem: „Jesteśmy uczniami niedokształconymi, powinniśmy się bez przerwy uczyć. Przez całe życie”.

Myślę sobie teraz, jaka to będzie „uczta” – spotkanie i rozmowa TAM? Spotka się Karol Wojtyła, Józef Tischner i On – świeży przybysz – Leszek Kołakowski.

Komentarze